poniedziałek, 8 sierpnia 2011

ADVszczury w Rumunii część druga.

Nocleg był w Małej Kapadocji na wgórzu za miastem Sebes. W nocy obudziła nas burza, a dokładniej piorun który uderzył we wzgórze pod  którym nocowaliśmy. Jeb.....cie było tak potężne że nie zmrużyłem oka do rana. Rano lekko nie wyspani, po zjedzeniu obfitego śniadania i porannej kawie wezwał mnie tzw. Pan Łazienkowy do sesji narciarskiej. Po wiadomej czynności udaliśmy się na niestety już wyasfaltowaną Transalpinę z wariantami szutrowymi.

Nasze obozowisko o poranku w Małej Kapadocji.

Mała Kapadocja w zbliżeniu.

 Po wezwaniu Pana Łazienkowego do stylu narciarskiego, odkryłem makietę czołgu podziurawioną pociskami. Dodam że  nie narobiłem do ów makiety:)

 Dopiero rano zorientowaliśmy się że Mała Kapadocja to były mały poligon wojskowy.

 Jak poligon to poligon. Chłopaki też postanowili zawalczyć. Kamil i Erwin w potyczce powietrznej.


 Mały wariant szutrowy trasy Transalpiny.

Napotkani na-turyści przyjęli nas bardzo miło.

Wariant lekko szutrowy powoli przeradzał się szutrowo-masakryczny.

No i guma Marcina na Transalpinie.

Kiedyś królowa szutrów, teraz niestety asfaltowa.

Przed przełęczą Urdele spotkaliśmy chodzące salami i jego kumpla.


Obiad Erwina.

 Późnym popołudniem dotarliśmy szutrówką pomiędzy Transalpiną a Transfogarską na nocleg.
podróże motocykle wyprawy motocyklowe


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza