niedziela, 16 października 2011

Dojechaliśmy do Merzougi

Z El Jerny nad morzem przejechaliśmy góry Rif. Prawie każdy napotkamy lokales proponował nam haszysz - my oczywiście nie skorzystaliśmy. Dojechaliśmy do Al Hoceimy, a dalej drogami lokalnymi r505 i r508 z pięknymi widokami i mnóstwem zakrętów dotarliśmy do Tazy, pod która pod gołą chmurką zanocowaliśmy. Następnie drogą r507 wjechaliśmy w góry Atlas, gdzie w przydrożnej knajpie wśród nieboszczyków kóz zjedliśmy obiad. Żeby podgonić trochę drogi po przejechaniu Missour wjechaliśmy na n15 i n13 podążając do Ar Rachidia, gdzie ponownie zanocowaliśmy pod gołym niebem na kempingu. Tak niezupełnie pod gołym, gdyż burza zmusiła nas do schowania się pod wiatę - namiotów nie mamy. 

W Ar Rachidi koleżanka Milena łapie małą awarię - wywala olej pod deklem zaworów w Yamaha XT 350. Nasi koledzy mechanicy Piotrek vel Pekaes i Pawel vel Szparag usuwają awarię w 20 minut.

Tniemy dalej do Merzougi przez malowniczy wąwóz Ziz wśród palm i docieramy do Erfoud. Tam wraz z Samborem fundujemy pierwszy poważny off, czyli Hamadę - pustynię kamienną. Wraz z małą ilością piachu zaczynają się pierwsze lekkie gleby oraz urwane sakwy Pawła Szparaga ale całość kończy się dobrze i drogi Hamady zaprowadzają nas do Merzougi i naszego ulubionego hotelu Panorama, z którego rozciąga się widok na wspaniałe wydmy ciągnące się prawie do granicy algierskiej. 







     



     






    













     





podróże motocyklowe wyprawy motocyklowe

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza