poniedziałek, 25 czerwca 2012

Kierunek: Chiny - Za nami Rosja i część Kazachstanu

Bo droga długa jest...
Za nami Rosja i część Kazachstanu. Dotarliśmy w okolice Astany... przed nami ostatni tysiąc kilometrów na czterech kołach.
Nie obyło się bez przeszkód, w pobliżu Ufa w Rosji awaria lawety. Jak zwykle pomocni ludzie, w tym przypadku lokalny spawacz, sprawili, że jedziemy dalej...

Wjeżdżamy do Tatarstanu...



Naprawa lawety...



podróże motocyklowe wyprawy motocyklowe

piątek, 22 czerwca 2012

Kierunek: CHINY

Po 96 godzinach w końcu jesteśmy na prostej...

72 godziny ostrej walki na granicy z Białorusią. Upał, zmęczenie ale i nadzieja, że tym razem się uda...
Powrót do Polski, przejazd przez Litwę, Łotwę i kolejne 24 godziny na granicy z Rosją. Udało się!
Zmęczeni ale szczęśliwi jedziemy przez Rosję, Kazachstan i Kirgizję do Chin!
Przygodę czas zacząć!

Wielkie podziękowania za pomoc i zrozumienie dla Pograniczników z Koroszczyna, taką postawę się ceni.

Kowalowe szkolenie z cyklu co robić a czego nie robić, co posiadać a czego lepiej nie by przekroczyć (lub nie) granicę z Białorusią a następnie łotewsko rosyjską już po powrocie - cena: jedno piwo :)

Całość relacji z wyjazdu pojawi się po powrocie pod koniec lipca.

 Przed nami granica białoruska...

 Za nami została Polska...

 Camping 'Pod Biedronką' w oczekiwaniu na bardzo ważny dokument...

 Kowalowa wiza...anulowano, anulowano, anulowano...

 Chwila relaksu na granicy z Rosją...



podróże motocyklowe wyprawy motocyklowe

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Jemniom Maroko Ekspedyszyn :) kwiecień 2012 część piąta - ostatnia

Po leniwym, lokalnym marokańskim śniadaniu opuszczamy nasz kemping zwany Rajem i asfaltem jedziemy w kierunku wąwozu Todra, tam zatrzymujemy się na chwilę aby poczuć ogrom otaczających nas skał i dalej ruszamy skrótem łączącym wąwóz Todra z wąwozem Dades. Droga zamienia się w wąską ścieżkę prowadzącą korytami wyschniętych rzek. Pokonujemy wąskie strumyki, skalne uskoki i kamieniste dna rzek. Chmury na niebie i prześwitujące przez nie słońce sprawia, że góry wydają się magiczne. Docieramy do wąwozu Dades i słynnych serpentyn tu chwila przerwy na kawę i obowiązkową przejażdżkę po serpentynach. Czas nas goni, na niebie pojawiają się złowrogie chmury i zaczyna robić się chłodno. Ruszamy w kierunku Agoudal gdzie zaplanowaliśmy nocleg. Po drodze zahaczamy o małą  wioskę gdzie zostawiamy wiezioną z Polski paczkę od pary która była tu kilka miesięcy wcześniej. Mały prezent w podzięce za nocleg i wyżywienie.
W końcu, późnym wieczorem docieramy do Agoudal, tankujemy motocykle benzyną laną prosto z beczek i meldujemy się w miejscu noclegu. Rano zaskoczenie - przymrozek, motocykle oszronione a pogoda zmusza do wciągnięcia na siebie większej ilości ubrań niż zwykle. Zatoczyliśmy koło - od śniegu poprzez pustynię i upały do mroźnego Agoudal.
Wyjeżdżamy. Najpierw szerokim asfaltem kierujemy się w stronę Imilchil by zaraz za miasteczkiem wbić się w poleconą przez lokalną młodzież drogę a raczej w coś co tylko ją przypominało, była to wąska, kamienista, kręta ścieżka poprzecinana korytami rzek - jednym słowem była to ścieżka dla osłów :) Okazało się później, że był to krótki odcinek prowadzący do właściwego szlaku. Droga w którą wjechaliśmy to głównie szybki szeroki szuter który z każdym kilometrem stawał się mniej szybki i mniej szeroki a drogę wyznaczały koryta strumieni i rzek jedna z nich skutecznie nas zatrzymała. Rwący nurt zerwał most i właśnie trwały prace nad jego odbudową. Na drugą stronę prowadziła jedynie wąska kładka. Przejechać się nie da, wracać szkoda. Próby przekonania robotników do przewiezienia motocykli na łyżce koparki również kończą się niepowodzeniem. Sytuację ratują śmiałkowie którzy z pełnym i mokrym poświęceniem przepychają motocykle na drugą stronę. Udało się. Możemy jechać dalej bo jeszcze tego samego dnia chcemy dotrzeć do Marakeszu.
Kolejny postój to zachwycające wodospady Ouzoud, tu chwilę odpoczywamy przed, jak już wiemy nocną drogą do Marakeszu.
Miasto wita nas chaosem na drogach, odgłosem wciąż naciskanych klaksonów i atmosferą wielkiego zamieszania. Plan jest prosty: Hotel, prysznic i ruszamy na podbój miasta. Główny cel to plac Djemaa El Fna i kolacja którą planujemy zjeść na jednym z setek straganów oferujących lokalne przysmaki. W końcu zasłużony odpoczynek po pełnym wrażeń dniu...
Innym klimatem miasto wita nas o poranku: feeria barw, zapachy i dźwięki upajają, spacer po medynie zachwyca...
Czas jednak nieubłaganie płynie a my jesteśmy coraz bliżej końca naszej wyprawy. Z Marakeszu ruszamy w stronę Fes po drodze nocując w dopiero co budowanym na tyłach stacji benzynowej ogrodzie. Następnego dnia docieramy do uroczego miasteczka Chefchaouen po drodze zatrzymując się w starożytnym rzymskim mieście Volubilis...
Ostatnie chwile wyprawy spędzamy na szwędaniu się po wąskich uliczkach Chefchaouen, kupowaniu pamiątek i kosztowaniu lokalnych specjałów... Później już tylko prosta droga na prom i nasza kochana stara Europa... Aby przedłużyć magiczne chwile wyjazdu wybieramy się na sam koniec zwiedzić Gibraltar...
Afrykańska przygoda dobiegła końca...




 Sposób jak dać nogom odpocząć... :)






 Koryta wyschniętych rzek...


I nie do końca wyschniętych...




 Słynne serpentyny w wąwozie Dades...


Niektórzy postanowili opłukać motocykle...


Inni zafundowali sobie kompleksowe mycie... :)





 A jeszcze inni czyszczenie podwozia... :)


Przy okazji odświeżyliśmy ubrania...




 

 Malownicza droga do Agoudal...










 



 Poranek w oszronionym Agoudal... :)






 Zatrzymał nas zerwany most...


 Przeprawa na drugą stronę...





 
 Kaskady Ouzoud...




 Kolacja w Marakeszu... Owoce morza, sałatki i nieśmiertelna cola z rudą wkładką...


 Poranny spacer po Medynie...


 Volubilis - dla jednych ruiny rzymskiego miasta – starożytnej stolicy Mauretanii Tingitana



Dla innych chwila wytchnienia...





 Ostatnie wspólne chwile - Gibraltar!


Pożegnania nadszedł czas... Oto ekipa w prawie pełnym składzie...



podróże motocyklowe wyprawy motocyklowe