wtorek, 7 sierpnia 2012

Kirgizja-Chiny 2012 częśc druga.

   
    Pierwszy etap podróży za nami. Dojeżdżamy do granicy z Chinami, po kontroli dokumentów szczegółowo prześwietlono nasze bagaże wypakowując sakwy i kufry do ostatniej skarpetki. Panowie celnicy zrobili nam kilka fotek  oraz wyposażyli w propagandowe gazetki z których wynikało, że chińscy pogranicznicy pomagają turystom w przekraczaniu granicy - prawda była jednak inna. Jak się później okazało nie była to jedyna granica z Chinami, dwieście kilometrów dalej całą procedurę papierologiczno-odprawową należało powtórzyć - po co? Tego nie wie nikt.

Wjechaliśmy na prowincję Xinjiang zamieszkałą w większości przez wyznające islam ludy, z których najliczniejsze grupy tworzą Ujgurowie i Kazachowie. Pierwszą noc w Chinach spędzamy w Kaszgarze - kiedyś jednym z najważniejszych miast na jedwabnym szlaku. Pierwym miejscem które odwiedziliśmy w Kaszgarze był.... sklep z piwem :) Próbowaliśmy również bliżej poznać język chiński i nauczyliśmy się bardzo ważnego zwrotu - pidziu pinda czyli - zimne piwo. W Kaszgarze jak i innych miejscach które odwiedziliśmy na drogach rządzą skutery elektryczne nazywane cichą śmiercią. 
Po opuszczeniu wielokulturowego Kaszgaru wbijamy się w drogę Karakorum Highway znaną w Chinach pod nazwą Friendship Highway. Karakorum Highway to droga długości 1300 km z miejscowości Kashgar do Abbottabad w pobliżu stolicy Pakistanu. My dojedziemy nią tylko do granicy z Pakistanem. Po drodze nocujemy nad turkusowym jeziorem Karakul, dookoła otaczają nas piękne, ośnieżone  siedmiotysięczniki.  
Następnego dnia meldujemy się na przejściu granicznym z Pakistanem, obowiązkowe zdjęcia z pogranicznikami i tą samą drogą wracamy do Tashkurgan a stamtąd, w kierunku Yarkand próbujemy wjechać do zamkniętej dla turystów doliny. Udało się tylko częściowo, po przejechaniu 70 kilometrów zostaliśmy zatrzymani przez miejscowych mundurowych i dopiero po dwóch godzinach szczegółowej kontroli wypuszczeni. Musieliśmy zawrócić. Kierujemy się w stronę Kaszgaru by stamtąd odbić w stronę Hoten oraz bezkresnych piasków pustyni Taklamakan...



Granica Kirgisko-Chińska




Jedziemy w kierunku Kaszgaru...




pidziu pinda pod hotelem w Kaszgarze





Szybka naprawa KTMa Marka z wsparciem mentalnym połowy miasta :)


Lokalna taksówka...


I lokalne żarcie...


Miejscowe targowisko. Drzemka połączona z jogą (??)











Targ zwierzęcy...








Wszechobecna policja i ich śmieszny radiowóz :)





Prawdziwi advenczerzy nawet w hotelu śpią pod namiotem...


Z duchem czasu... betonowe jurty...


Wjeżdżamy na Karakorum Highway...








Ekipa w pełnym składzie, nocleg nad brzegiem jeziora Karakulum





Jezioro Karakulum





Sthrucelvaggen czyli Teresa :)





Granica Chińsko-Pakistańksa...


i pamiątkowa focia na granicy...








Droga w stronę Yarkandy





Karakorum Highway...














Miasteczka w drodze na pustynię....








Miejscowa piękność...


Burza piaskowa na skraju pustyni Taklamakan


Toast za udany dzień...



podróże motocyklowe wyprawy motocyklowe





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza