wtorek, 20 sierpnia 2013

O Damie w Kirgistanie, część II

Song Kul - turkusowe górskie jezioro położone na wysokości 3030m n.p.m. otoczone ośnieżonymi szczytami, przy którego brzegach przycupnęły białe jurty. W jednej z nich chcemy zamieszkać. Przeprawiając się przez rzeki, ślizgając się po błocie, ocierając szyby kasków z kropel deszczu brniemy przed siebie. Trochę zmęczeni, zmoknięci i zmarznięci szukamy jednej konkretnej jurty nieświadomi, że jutry raz stoją, innym razem ich nie ma. Lojalność wśród Kirgizów jest wielka, pytając się o daną jurtę odsyłają nas dalej a gdy zrezygnowani chcemy zanocować u nich podają tak zaporową cenę za nocleg, że nie dało się jej zaakceptować. W końcu, tuż przed samym zmrokiem, udaje nam się znaleźć przytulną jurtę w normalnej cenie. W niej zamierzamy rozbić obóz na najbliższe dwa dni bo ciągle padający deszcz i zachmurzone niebo nie zapowiadają poprawy pogody.

Plan na ten czas obejmuje: wysuszyć się, odpocząć, napić się lokalnej wódki za 13 zł - 0,7. Koniec planu. Plan udał się 100%, dodatkowo były testy motocykli, prowizoryczne prysznice i bardzo przyzwoite żarcie jak  kirgiskie standardy.
Po dwóch dniach spędzonych nad jeziorem, kiedy słońce w końcu się pokazało a mokre gacie wyschły na tyle by móc je ubrać ruszamy dalej.

Przeważnie kiedy są serpentyny w górę to są i w dół, tak było i tym razem. Szutrowa droga wiła się pomiędzy wzgórzami z każdym zakrętem coraz niżej i niżej. Naszym celem była miejscowość Baetowo a konkretniej, każda pierwsza napotkana po dojechaniu do asfaltu stacja benzynowa. Niektórzy jechali na mocnej rezerwie, inni już na dolewce z zasobniejszych zbiorników kolegów.
Stara zdezelowana buda i jeden dystrybutor były jak wyczekiwana oaza na pustyni, nawet pan lejący paliwo mimo, że oszukiwał na maksa jakoś nie denerwował. Zaopatrzeni w paliwo w ilości większej niż teoretycznie mogły zmieścić nasze zbiorniki ruszamy szukać paszy. Ale paszy niet. Knajpa która jeszcze kiedyś tu była nagle znikła. Lokalesi odsyłają do Hotelu. Hotelu niet. W końcu jest, bez toalety, łazienki i bez żywego ducha. Nagle, z czeluści budynku wyłania się młody człowiek obsługujący hotel, bar i wszystko dookoła. Nauczeni doświadczeniem pytamy o to co jest wiedząc, że karta dań to tylko sugestia. Są manty, pielemieni i kurica. Większość decyduje się na znane nam już manty... i to był najgorszy możliwy wybór. Manty okazały się nadziane wszystkim co obok mięsa leżało ale nim nie było a zapach starego capa skutecznie zniechęcił największych łakomczuchów... zazdrośnie zaglądaliśmy (tak, tak, byliśmy właśnie tymi co te manty zamówili) w talerze gdzie noga kurza pławiła się wśród sałatek...

Posileni, przynajmniej niektórzy, ruszamy dalej. Przed nami 80km przyjemnego offu. Jeszcze dziś chcemy dotrzeć na nocleg w okolice Tash Rabat gdzie znajduje się Karawanaseraj - to jedna z budowli budowanych w krajach muzułmańskich, zajazdy dla całych karawan, miejsce ich postoju z pomieszczeniami dla podróżnych, niszami chroniącymi przed słońcem i magazynem dla przechowania towarów. Budowane były wzdłuż szlaków komunikacyjnych w odstępach odpowiadających długości drogi, jaką można było przebyć w jednym dniu podróży.

Po drodze same atrakcje, świstaki co w sreberka zawijają, dudki z przepięknymi grzebieniami i koziorożce syberyjskie... podobno nawet widziano też yaki ale wnioskując z fotek zrobionych w trakcie jazdy trudno nabrać pewności.

Do Karawanaseraj dojeżdżamy o zmierzchu. Rozrzucamy bagaże po jurtach i czekamy na spóźnialskich, jeden z motocykli złapał po drodze gumę. Bezdętkową oponę udało się jednak uzbroić w dętkę i z dwugodzinnym opóźnieniem docierają na miejsce. Wieczór spędzamy standardowo, półtoralitrowe piwo w plastiku i ziemniaki z baraniną... dookoła góry, cisza i spokój... jeszcze nie wiemy, że następny dzień zaburzy tą sielankę i ....................






 





























 Pazur musi być zrobiony nawet w Kirgistanie, przecież to opowieść o Damie w Kirgistanie :)


























































CDN niebawem :)


podróże motocyklowe wyprawy motocyklowe







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza